"Portret Izerski"

"Portret Izerski"

Paweł Zatoński
Paweł Zatoński

Ten wpis przeczytasz w około 2 minuty

Nazwa projektu fotograficznego, rozpoczętego przeze mnie 24 stycznia 2026 r. Mój cykl jest swoistym dokumentem społecznym opowiadającym o różnorodnej społeczności Gór i Pogórza Izerskiego. Doszedłem do wniosku, że mam przywilej żyć w czasach, w których izerska kraina zamieszkana jest zarówno przez pionierów z pierwszych fal miejskiej emigracji z lat 80 i 90, jak i przez przyjezdnych z ostatnich kilku-kilkunastu lat. Jedni i drudzy z powodzeniem wniknęli w tkankę lokalnej ludności, tworząc niepowtarzalny tygiel kulturowy, określany przez wielu mianem Izerbejdżanu. Interesuje mnie genius loci izerskich miejsc. Intryguje mnie następująca kwestia - co sprawia, że sprowadzają się tutaj tak ciekawi ludzie z tak wielu różnych miejscowości i środowisk. Często są to osoby szukające inspiracji w górskim krajobrazie, który daje im spokój ducha, wenę twórczą i pozwala odnaleźć się na nowo we wszechświecie. Są przy tym otwarci na nowe horyzonty i na nowych sąsiadów. To wszystko składa się na społeczną mozaikę naszego regionu, którą chcę zachować w historii dziejów na fotografiach, a czego jeszcze nikt nie podjął się w takim wydaniu. Jeleniogórska Szkoła Fotografii, której jestem studentem, natchnęła mnie do opowiedzenia o tym za pomocą czarno-białego obrazu - który wydaje się opierać upływowi czasu, który nadaje fotografiom dokumentalnego charakteru i który sam w sobie kojarzy się z czymś wiecznym, uniwersalnym.

P.S. Zakulisowa fotografia w nagłówku i krótka historia spotkania: w lipcu 2019 roku w czasopiśmie Polityka trafiłem totalnie przypadkowo na artykuł o izerskiej Troi, w którym opisano Marcina Wawrzyńczaka jako odkrywcę Michelsbaude - zaginionej gospody między obecną Stacją Turystyczną Orle a Rozdrożem pod Cichą Równią. Był to koniec moich studiów w Łodzi, które mnie trochę wyeksploatowały i myślami byłem już w rodzinnych Górach Izerskich. Ten news podziałał na mnie, jak woda na spragnionego wędrowca. Wkrótce okazało się, że Marcin zakłada Wydawnictwo Wielka Izera, w ramach którego będzie tłumaczył i spisywał dawne relacje podróżników z Gór Olbrzymich (Karkonoszy i Izerskich). Zostałem jego czytelnikiem i niedługo później poznałem go. Okazał się ciekawym świata gościem o naprawdę wielu zainteresowaniach i o barwnym życiorysie warszawskim, a obecnie izerskim. Marcina można jeszcze spotkać w pięknym sudeckim domu w podgórskim Chromcu, ale to już ostatnie chwile. W takim momencie najpotężniejszym medium jest fotografia. I o tym jest mój projekt fotograficzny: "Portret Izerski".